Rapier i Tomahawk

Autor: Karol May

Ubolewał bardzo nad poprzednim swoim zachowaniem i zaczął głowić się nad tym, w jaki sposób naprawić błąd. Nie przychodził mu jednak żaden pomysł. Rozpoczął więc stereotypowym powiedzeniem:
— Podła pogoda!
Gość coś mruknął pod nosem. Nie zrażony tym gospodarz mówił dalej:
— Ma jednak i dobrą stronę.
— Słusznie. Zwłaszcza dla mnie, bo przybywam aż z Liano Estacado.
Pirnero zerwał się na równe nogi i popatrzył na małego człowieczka z podziwem.
— Naprawdę?
— Tak. Kiedy przychodzi całymi dniami prażyć się w tej piekielnej spiekocie, deszcz przynosi prawdziwe ukojenie.
— Tak, bez wątpienia — potwierdził skwapliwie. — Niech mi pan powie, senior, czy przybywa sarn?
— Sam.
— No, to jest pan niezwykłym śmiałkiem.
— Jakoś nie zabrakło mi odwagi.
— Myślałem jednak… — popatrzył badawczo na gościa.
— O czym pan myślał, senior Pirnero?
— Czy wie pan, co to jest polityka i dyplomacja? — spytał po dłuższym namyśle.
— Owszem.
— W takim razie wie pan również, że człowiek mający zdolności


Strony: