Rapier i Tomahawk

Autor: Karol May

/> — Skąd ta pewność?
— Widać od razu, nie trzeba być psychologiem czy wybitnym dyplomatą. Przybysz przytaknął ze zrozumieniem i dodał:
— Poznaję teraz, że jestem u seniora Pirnera.
— Jak to?
— No, bo prawdę opowiadano mi o panu.
— Jaką prawdę? Do diabła, co o mnie opowiadano?!
— Że jest pan poczciwym człowiekiem.
— No, co to, to prawda! I co jeszcze?
— Że ciągle siedzi pan przy oknie.
— I to prawda.
— Że lubi pan obserwować pogodę.
— Słusznie. Co jeszcze?
— Że zaczyna pan każdą rozmowę od pogody.
— Naprawdę? Tego nie zauważyłem. Dalej!
— Że mówi pan chętnie o małżeństwie i o zięciu. Gospodarz spojrzał badawczo na nieznajomego. Nie wiedział, czy ma się gniewać czy nie.
— Kto to mówił?
— Koledzy. Ale poproszę o jeszcze jedną szklaneczkę julepu, senior.
Opróżnił duszkiem szklankę i postawił przed gospodarzem. Pirnero zlustrował go wzrokiem.
— Nie dam więcej. Niech pan najpierw zapłaci.
— Ach, więc uważa mnie pan za włóczęgę, który nie ma czym zapłacić


Strony: