Rapier i Tomahawk

Autor: Karol May

broda. Wyglądał bardzo młodo, choć minęła mu już trzydziestka. Ubrany był w meksykańskie spodnie i wełnianą bluzę, rozpiętą z przodu i odsłaniającą muskularną pierś. Biodra opasywał wąski pas skórzany, za którym tkwiły dwa rewolwery i nóż. Strzelba, którą oparł o stół wydawała się nic nie warta, a i cała odzież wyglądała nędznie. Kto jednak przypatrzył się bliżej jego mocnym ramionom, łagodnym rysom, wielkim ciemnym oczom, nie zwracał uwagi na ubiór. Gdy zdjął kapelusz o szerokim rondzie, ukazała się na jego czole głęboka, ledwie zagojona blizna.
— Jaki j ulep mam podać? — zapytał gospodarz ostro. — Z miętą czy z kminkiem?
— Z miętą.
Pirnero wszedł za ladę i przyniósł napój, po czym usadowił się przy oknie. Gość popijał go z wolna. Całą uwagę zdawał się kierować, tak samo jak gospodarz, na okno. Bystry jednak obserwator dostrzegłby z pewnością, że wzrok mężczyzny co pewien czas ukradkiem spoczywał na dziewczynie, która rumieniąc się, spuszczała oczy.
Staremu milczenie zaczęło już nazbyt ciążyć. Chrząknąwszy, zwrócił się do przybysza:


Strony: