Rapier i Tomahawk

Autor: Karol May

/> — Rezedilla… — wyszeptał przez sen.
Oblała się rumieńcem. Po chwili dotknęła go nieco mocniej. Obudził się ze słowami:
— Wybacz, seniorita, że zasnąłem.
— Niech mnie pan nie prosi o przebaczenie. Życzę dobrej nocy i wypoczynku. Dobranoc, senior Gerard!
— Dobranoc, seniorita!
Troskliwość Rezedilli była dla niego jak balsam. Choć zmęczony ogromnie, leżał jeszcze przez chwilę z zamkniętymi oczami nie mogąc zasnąć. Wreszcie usnął.
Dziewczyna zeszła do ojca obserwującego jak zwykle pogodę. Myślała o tym, który spał na górze, i o odkryciu, które przed chwilą zrobiła. Z zadumy wyrwały ją słowa ojca.
— Przeklęta pogoda!
Nie odpowiedziała, ciągnął więc dalej.
— Słyszałaś, co powiedziałem?
— Tak — odparła.
— Czy nie mam racji?
— Owszem, drogi ojcze.
— No więc! Na dworze podle i tu w pokoju nie lepiej.
— Co chcesz przez to powiedzieć?
— Jeszcze pytasz? Świat się kończy! Co widać przez okno, hę? A w pokoju? Ciebie i tylko ciebie, oczywiście oprócz krzeseł, ławek, szklanek i flaszek.

Strony: