Rapier i Tomahawk

Autor: Karol May

Arbellez z hacjendy del Erina. Nie wiem, co się z nią teraz dzieje, zaginęła bez wieści. Niech senior tymczasem usiądzie. Zje pan coś?
— Nie, dziękuję, jestem ogromnie wyczerpany.
Rezedilla wyszła na chwilę. Gerard usiadł w swym zniszczonym, wilgotnym ubraniu na jednym z foteli. Nie minęło kilka minut, a zmęczenie tak go zmogło, że usnął. Gdy dziewczyna wróciła, nie obudził się. Postawiła na stole świecznik, i ze współczuciem zaczęła się przyglądać mężczyźnie.
— Biedak! — wyszeptała. — Jaki musiał być zmęczony, jeżeli zasnął tak prędko. Ale za to mam okazję, by się przekonać, czy moje przypuszczenia są słuszne.
Chciała podnieść strzelbę, lecz zabrakło jej sił — była niezwykle ciężka. Zaczęła dokładnie przyglądać się kolbie. Po chwili wzrok jej padł na miejsce, które sierżant wykroił scyzorykiem.
— Złoto, prawdziwe złoto! — wyszeptała. — A więc to on! Przeczucia mnie nie myliły. Jakże się cieszę! Ponieważ jednak nie chce o tym mówić i ja będę milczeć, udając, że o niczym nie wiem.
Odstawiła strzelbę, a potem lekko dotknęła śpiącego.

Strony: