Rapier i Tomahawk

Autor: Karol May

senior! — odpowiedział stary, po czym usiadł przy oknie, aby snuć dalej swoje wywody o pogodzie.
— Niech pan wybaczy memu ojcu. To w gruncie rzeczy bardzo dobry człowiek — rzekła Rezedilla, gdy wyszli z pokoju.
— Nie mam mu nic do wybaczenia, seniorka. Może robić ze swoimi gośćmi, co mu się podoba. I na słomie będę dobrze spać, przebyłem bowiem konno w ciągu trzech dni trzysta leguas — (i legua = 5572 m).
— Trzysta leguas! To niewiarygodne!
— Potrzebowałem na to ośmiu koni, nie odpoczywałem ani przez chwilę.
— To cud, że się pan trzyma na nogach. Chodźmy.
— Proszę zostać tutaj, seniorita. Deszcz leje, zmoknie pani. Sam znajdę vaquerów.
— Więc sądzi pan, że naprawdę pozwolę seniorowi spać na słomie w tym przemoczonym ubraniu? Nie, nigdy! Niech pan idzie za mną.
Poszła po schodach na górę. Otworzyła drzwi i wprowadziła Gerarda do pokoju urządzonego niemal wytwornie.
— Ależ to nie jest sypialnia dla przyjezdnych!
— Właściwie ma pan rację. Zwykle mieszkają tu krewni, gdy zjeżdżają do nas w odwiedziny. Jak na przykład moja kuzynka Emma


Strony: