Rapier i Tomahawk

Autor: Karol May

Owszem. Pirna.
— Tak jest, Pirna. To najpiękniejsze miasto na świecie. Dlatego od niego przybrałem nazwisko. Byłem interesującym kawalerem i twoja matka zakochała się we mnie do szaleństwa. Ale ty nie chcesz męża, nawet gdyby pochodził z Pirny, co? Kto mi więc naprawi szkodę na dachu?
— Byłby tak gadał do sądnego dnia, gdyby nie rozległ się tętent kopyt końskich. Zbliżał się jakiś jeździec. Nie zatrzymał wierzchowca przed ogrodzeniem, tylko przeskoczył przez nie. Teraz dopiero zsiadł z konia i przeszedłszy obok okna, skierował się ku wyszynkowi.
— Otóż i jest ten wagabunda — złościł się gospodarz. — Wcale za nim nie tęsknię, nawet gdy nie ma w szynku żywej duszy. Niech nie marzy o tym, by zostać moim zięciem!
Rezedilla pochyliła się nad robótką, aby ukryć rumieńce, które wystąpiły jej na twarz. Tymczasem gość wszedł do izby. Ukłonił się grzecznie, usiadł przy stole i poprosił o szklankę zimnego napoju, zwanego julepem (napój alkoholowy z ziołami), bardzo lubianego w południowych stanach Ameryki.
Mężczyzna był wysokiego wzrostu, mocnej budowy, twarz jego okalała ciemna


Strony: