Rapier i Tomahawk

Autor: Karol May

Co nie jest tak źle? Jest pan innego zdania niż ja? Powiedział to kłótliwym tonem, widać zapomniał o przyjętej roli dyplomaty. Ujrzawszy zaś, jak z przemoczonego ubrania gościa woda spływa na podłogę, zaczął zrzędzić jeszcze bardziej:
— Powiada senior, że nie można się utopić? Jeżeli przyjdzie dwóch takich gości jak pan, mamy powódź w gospodzie.
Gerard dopiero teraz zauważył kałużę.
— Wybaczcie, państwo. Nie mogłem przecież zostać na dworze.
— Któż tego żąda? Ale mógł pan przyjść w suchym ubraniu. Czy nie ma senior żony, która by o to dbała?
— Nie.
— To właśnie przyczyna zła! Dlatego niszczy pan podłogę. Człowiek musi żyć w małżeństwie. Czy nie mam racji?
— Ależ owszem.
— Mówi pan „owszem”? W takim razie jest pan mądrym człowiekiem, mimo że nie takim dobrym myśliwym jak Czarny Gerard. Chciałbym go kiedyś zobaczyć.
Przybysz uśmiechnął się i powiedział:
— Szkoda, że nie był pan przed kilkoma dniami w Chihuahua…
— Niech pan nie gada głupstw! Przecież miasto jest w rękach Francuzów!
— Właśnie z


Strony: