Rapier i Tomahawk

Autor: Karol May

rzeką Conchos a wznoszącymi się w pobliżu wzgórzami. Całą noc nie zwalniał szybkości. Do rana przebył wiele mil. Po południu ujrzał tabun koni. Odwiązał lasso, zarzucił je i po dziesięciu minutach na rączym koniu ruszył w kierunku Paso del Norte.
Kolba

Pewnego niedzielnego popołudnia stary Pirnero siedział przy oknie i patrzył na ulicę. Padał gęsty, ulewny deszcz, a to go niedobrze usposabiało. Aby dać ujście swoim humorom, posłał córkę po piwo własnego wyrobu.
Rezedilla wróciła z piwnicy, postawiła dzban na stole i usiadła jak zwykle z robótką w ręku. Stary łyknął haust piwa i mruknął:
— Wstrętny deszcz.
Córka, jak zwykle, nie odpowiedziała. Narzekał więc dalej:
— Można się utopić, co?
Ponieważ i teraz nie zareagowała, odwrócił głowę i spytał gniewnie:
— Powiedziałaś co? Czy nie mam racji?
— Ależ masz rację — odparła lakonicznie.
— Gdybym teraz na przykład utonął, z pewnością niewiele robiłabyś sobie z tego, co?
— Ależ ojcze!
— Czy to niemożliwe? A więc przypuśćmy, że utonąłem. Co byś zrobiła?


Strony: