Rapier i Tomahawk

Autor: Karol May

zostanie wkrótce ukarany. Przyrzekam, że będzie wychłostany do krwi — powiedział, po czym zwrócił się do Gerarda: — Kazałem ci podejść bliżej, dlaczego mnie nie słuchasz?
— Zapytany spojrzał mu prosto w oczy. Na jego twarzy nie było śladu trwogi.
— Nie jestem waszym sługą czy najemnikiem — odezwał się wreszcie — ale wolnym myśliwym i zasługuję na szacunek. Przyzwyczajony jestem do tytułowania mnie „senior”. Nie powiem ani słowa, zanim obyczajom tej ziemi nie stanie się zadość.
Komendant uśmiechnął się ironicznie.
— Mówię „ty” do ludzi, którzy kopią innych.
— To mnie nie przekonuje, monsieur. Należy przestrzegać obyczajów ziemi, na której się przebywa. Obecni tutaj — senioritas i seniores — mogą potwierdzić, że naród meksykański jest uprzejmy i rycerski, a dobry myśliwy inteligencją i doświadczeniem nie ustępuje oficerowi. Niedawno mi grożono, teraz uderzono. Uważałem za swój obowiązek pouczyć porucznika, by zachowywał się stosownie w obecności pań meksykańskich.
Panie spojrzały na śmiałka z podziwem. Oficerowie mruczeli gniewnie, lecz dowódca


Strony: