Rapier i Tomahawk

Autor: Karol May

zawołał:
— Co za wiadomość pan przynosi, że jest aż tak podniecony, poruczniku?
— Mam zaszczyt posłusznie zameldować panu pułkownikowi, że schwytaliśmy Czarnego Gerarda — wyrecytował stanąwszy na baczność.
— Czarnego Gerarda? Nie może być!
Nie tylko porucznik był poruszony. Jego oficerowie ucieszyli się bardzo, że wreszcie udało się pojmać niebezpiecznego wroga. To samo profrancuscy Meksykanie. Zwolenników Juareza z kolei ogarnął smutek i przygnębienie. Zdawali sobie sprawę, że schwytanie człowieka tak popularnego, jak Czarny Gerard przyniesie wielkie straty ojczyźnie i prezydentowi. I jedni, i drudzy uważnie słuchali sprawozdania porucznika. Mieli nadzieję ujrzeć jeńca, ale dowódca wydał rozkaz, by przyprowadzono go do jego prywatnego mieszkania. Wtedy jedna z pań, ciesząca się podobno względami pułkownika, rzekła prosząco:
— Tego nam pan chyba nie odmówi, monsieur. Wszyscy umieramy wprost z ciekawości, aby zobaczyć tego człowieka. Czy będzie pan tak nierycerski, że odrzuci prośbę zebranych tutaj pań?
Pułkownik rozważał przez chwilę, czy powinien pokazać jeńca całemu


Strony: