Rapier i Tomahawk

Autor: Karol May

mu nie tylko jako broń, była czymś w rodzaju portmonetki. Gdy potrzebował nagle i niespodziewanie pieniędzy, wystarczyło naciąć kolbę.
Sierżant wyciągnął nóż i odkroił nieco ołowiu. Pokazało się pod nim szczere złoto.
— To złoto, czyste złoto! — wykrzyknął.
— W takim razie to on! — ucieszył się porucznik.
— Pójdę sam do dowódcy, aby mu złożyć ten ważny meldunek. Odszedł. Podoficerowie i żołnierze zaczęli przyglądać się jeńcowi ze strachem. W wartowni panowała zupełna cisza. Nawet markietanka milczała. Wiadomość, że były jej kochanek został sławnym, budzącym postrach partyzantem, odebrała jej tupet.
Porucznik pospieszył do dowódcy. W salonie zebrało się dość liczne towarzystwo. Panie były wyłącznie Meksykankami, a panowie Meksykanami lub oficerami francuskimi. Wśród Meksykanów może niejeden stał sercem po stronie Juareza i nienawidził obcych najeźdźców. Musieli jednak głęboko ukrywać swe uczucia, by nie zdradzić się nawet słowem.
Wszyscy z ogromnym zaciekawieniem spojrzeli na porucznika, bo widać było, że przychodzi z ważnymi wieściami. Dowódca


Strony: