Rapier i Tomahawk

Autor: Karol May

/> Ponieważ i na to nie było odpowiedzi, zaatakował ją wprost:
— Czy nie mam trochę racji? To źle, że dziewczyna rozgląda się za mężczyznami? A może…
— Nie — pokręciła głową. — Nie chcę żadnego.
— Żadnego? Głupstwa opowiadasz! Mężczyzna jest dla dziewczyny tym, czym podeszwa dla buta.
— Chodząc trzeba ją mocno dociskać? — zapytała ze śmiechem.
— Banialuki! Przecież bez butów nie można chodzić.
Nagle za oknem spadł drewniany rygiel, zerwany z dachu podmuchem wiatru.
— Widziałaś? — zawołał. — Widzisz, jaka dziura? A kto to zreperuje? Ja, tylko ja!
— Kto inny miałby się tym zająć? Chyba nie ja?
— Ty? Bzdura! Mąż! Jego obowiązkiem jest dbać o porządek. Gdzie nie ma mężczyzny, tam nie ma porządku. Zrozumiałaś?
Poczciwy papa Pirnero był trochę skąpy. Złościła go drobna szkoda, jaką wiatr wyrządził na dachu. Gdy się coś podobnego zdarzało, stawał się szczególnie gadatliwy.
— Ale musi to być zięć przyzwoity — ciągnął dalej. — Nie taki obdartus w łachmanach jak ten, który tutaj czasami przychodzi.

Strony: