Rapier i Tomahawk

Autor: Karol May

przechodził tędy. Ale kto to mógł być?
Zapalił po kolei kilka zapałek. Mógł teraz określić kierunek, w którym poszedł podejrzany człowiek.
— Ta szelma przekradła się między nami do miasta. Widocznie ma jakieś wrogie zamiary. Muszę złożyć meldunek.
Natychmiast poinformował sąsiedni posterunek o tym, co zauważył. Wiadomość dotarła do oficera, a ten zakomunikował ją dowódcy, uważając, że sprawa jest poważna, ponieważ była to najdalej wysunięta placówka francuska. Dowódca, wziąwszy odpowiednią eskortę, udał się niezwłocznie na miejsce.
— Opowiadaj! — rozkazał żołnierzowi.
— Usłyszałem szmer…
— I nie zawołałeś? — przerwał dowódca.
— Myślałem, że to mysz — usprawiedliwiał się wartownik.
— Dalej!
— Potem przyszło mi do głowy, że trzeba jednak sprawdzić, co to było. Ziemia tu miękka, więc człowiek musiał zostawić ślady. Zapaliłem zapałkę i znalazłem je.
— Początkową niedbałość naprawiłeś, więc nie poniesiesz kary. Zapalcie latarnie!
Przy ich świetle zobaczyli ślady.
— Ten łotr jest jeszcze


Strony: