Rapier i Tomahawk

Autor: Karol May

komórki, znał więc dobrze jego głos.
— O Dios, jaka pani dziś piękna, seniorita! — zachwycał się major.
— Pochlebia mi pan. Jestem zmęczona i wyczerpana.
— Dlaczego, łaskawa pani?
— Cierpię przez cały dzień na silne bóle głowy.
— Migrena?
— Tak. Nie przyjęłabym pana, gdyby nie to, że się wcześniej umówiliśmy.
— Co za nieszczęście. A więc odsyła mnie pani?
— No, nie zaraz. Zobaczę, jak długo wytrzymani. Proszę siadać. Gerard, zadowolony z tego wstępu, zgasił latarkę i włożył do kieszeni. Potem opuścił pokoik, wyszedł na oświetlony ganek i zaczął się rozglądać, czy kogoś nie ma w pobliżu. Nie zauważywszy nikogo, zbiegł po schodkach, wyciągnął klucz — był to rodzaj wytrycha, pasującego do wszystkich zamków — i otworzył drzwi do apartamentu majora. Znał te pokoje, już nieraz wchodził do nich potajemnie.
Cały dom należał do Emilii, major zajmował w nim jedno skrzydło. Gerard zamknął za sobą drzwi i wyjął latarkę. Przedpokój, w którym się znajdował, prowadził do gabinetu majora. Ponieważ okiennice były zamknięte, panowały tu


Strony: