Rapier i Tomahawk

Autor: Karol May

wymówek, z których sobie jednak niewiele robiła. Bawiło ją nawet, że ojciec, posługując się byle jakim pretekstem, zawsze wraca do sprawy małżeństwa.
— Straszny wicher — skonstatował z westchnieniem. Nie odpowiedziała. Dodał więc po chwili:
— Istny huragan!
— Milczała. Wobec tego zapytał wprost:
— Nieprawdaż, Rezedillo?
— Owszem — odparła lakonicznie.
— Owszem? Tylko tyle? — zirytował się.
— No tak, straszliwy huragan.
— I pył okropny!
Rezedilla zamilkła znowu. Odwrócił się teraz do niej i rzekł:
— Jeżeli jesteś taka milcząca, trudno ci będzie wytrzymać z mężem, gdy już w końcu staniesz na ślubnym kobiercu.
— Milcząca żona jest więcej warta niż gadatliwa — zauważyła skwapliwie.
Pirnero chrząknął kilkakrotnie. Rozmowa nie kleiła się. Nie dając jednak za wygraną, podjął po chwili:
— Okropny wicher, istny huragan!
Nie uważała, aby ta w istocie błaha uwaga zasługiwała na odpowiedź. Pirnero kiwnął głową i znowu bębniąc palcami o szybę mruknął:
— Ani jednego gościa w szynku.

Strony: