Rapier i Tomahawk

Autor: Karol May

materialna prezydenta jest również żałosna. Jeżeli przysyła pani pieniądze, to dowód, że docenia pani zasługi.
— Przysyła pieniądze? — ucieszyła się.
— Tak, przeze mnie. Od dwóch tygodni noszę je przy sobie. Niech mi pani wybaczy, naprawdę nie mogłem przybyć tu wcześniej.
— Nie usprawiedliwiaj się, kochany Gerardzie; znam pańską troskliwość o mnie. Ile mi pan przywiózł?
— Pensję za pół roku, to znaczy za trzy miesiące ubiegłe i za trzy przyszłe. Zadowolona pani?
— Bardzo, bardzo! Czy to banknoty?
— Tak. Jak mógłbym nosić przy sobie tyle monet?
— Angielskie czy amerykańskie?
— Angielskie.
— To bardzo przezornie. Amerykańskie mogłyby mnie zdemaskować.
Gerard wyciągnął z buta myśliwskiego spory zwitek i podał Emilii. Przeliczyła i rzekła:
— W porządku. A więc jestem znowu bogata. No teraz, kochany Gerardzie, musi mi pan zrobić tę grzeczność i zjeść coś ze mną.
— Z największą przyjemnością, jestem głodny jak wilk. Wyszła i zarządziła, aby podano kolację. Gerard jadł z apetytem. Gdy skończył, usiadła obok


Strony: