Rapier i Tomahawk

Autor: Karol May

i usiadła obok. Siedzieli w milczeniu przez chwilę, on ubrany w brudną, przepoconą bluzę — habit zrzucił w przedpokoju — ona w kosztownej sukni z jedwabiu.
— Chciała pani, jak widzę, wyjść? — zauważył.
— Tak. Miałam zamiar pójść na tertulię — (rodzaj herbatki) — potem spodziewam się majora. Chętnie jednak zrezygnuję z tej przyjemności.
— Z której przyjemności chce pani zrezygnować? — zapytał wesoło. — Z tertulii czy z majora?
— Z pierwszej, odwiedziny majora nie są żadną przyjemnością.
— Wyobrażam sobie.
— Tym milsze będzie mi towarzystwo pana. Niechże pan opowiada! Co u prezydenta?
— W dalszym ciągu niedobrze. Musi się ukrywać. Nie traci jednak nadziei i czeka na sprzyjającą okazję, aby przejść do ataku. Będzie to możliwe, gdy tylko nadejdzie przesyłka pieniężna.
— Ach, gdyby tu już była! I ja bardzo potrzebuję pieniędzy. Prezydent jest mi od trzech miesięcy winien pensję. Uchodzę za bogatą, muszę prowadzić dom otwarty, abym mogła załatwiać wasze sprawy. Ale moja kasa opustoszała i musiałam pozaciągać pożyczki.
— Sytuacja


Strony: