Rapier i Tomahawk

Autor: Karol May

odparł.
— Kto idzie?
— Juarez.
— Niech senior zaczeka chwilę.
Wróciła po kwadransie. Podeszła teraz zupełnie blisko do Gerarda i powiedziała:
— Droga już wolna. Oto szata.
Był to habit mnicha. Kiedy go wdział, ostrzegła:
— Dziś musi pan być szczególnie ostrożny. Umówiła się z majorem.
— To dobrze. Czy jest już u niej?
— Nie. Przyjdzie dopiero za dwie godziny.
— To moja strzelba. Pilnuj jej dobrze, proszę.
— Kiedy pan będzie z powrotem?
— Tego nie wiem. Obudzę panią, gdy wrócę.
Ubrany w habit, skierował się na lewo, gdzie w murze widniała furtka. Wszedł na podwórze. Wąskie schody prowadziły na górę. Wdrapał się po nich i znalazł przed uchylonymi drzwiami. Wszedł do korytarza, minął w ciemnościach kilka otwartych drzwi, aż wreszcie zatrzymał się przed zamkniętymi. Zapukał. Odpowiedziano mu głośno: „Wejść!” i w tej samej chwili odsunięto rygiel. Oślepiło go światło, w jego blasku stała kobieta niezwykłej piękności.
— Nareszcie, mój drogi Gerardzie, nareszcie znowu jesteś! Pociągnęła go na otomanę


Strony: