Rapier i Tomahawk

Autor: Karol May

brat przypuszcza, że Shosh–in–tah nie umie jeździć konno? Spóźniłem się, ponieważ dużo czasu zajęło mi wyśledzenie…
— Kogo? Gdzie?
— Byłem u Juareza w Paso del Norte. Zameldowałem, że przyprowadzę pięciuset dzielnych wojowników Apaczów, aby pomogli mu odebrać z powrotem Chihuahua. Oświadczyłem również, że umówiłem się tutaj na spotkanie z moim białym bratem. Juarez prosił, abyś odwiedził w Chihuahua senioritę Emilię.
— Odwiedzę ją niezwłocznie, ponieważ sam uważam to za konieczne.
— Jak długo będziecie w Chihuahua?
— Nie wiem, może tydzień.
— Od dziś za tydzień, dokładnie w południe, spotkasz mnie i moich wojowników pod wielkim dębem na górze Tamises.
— Dobrze, zabiorę dużo koni. Teraz daję ci mojego, aby wypoczął.
— Niech Wielki Duch ochrania mego białego brata. Howgh!
Rozstali się. Niedźwiedzie Oko odjechał na zachód, zabrawszy konia Gerarda. Ten zaś udał się pieszo w kierunku Guadalupe. Po drodze schwytał nie osiodłanego konia, pasącego się na pastwisku, wskoczył nań zwyczajem prawdziwych vaquerów i ruszył z początku


Strony: