Rapier i Tomahawk

Autor: Karol May

Ojciec wychowuje syna na zbrodniarza, matka córkę. Nikt w dzieciach nie rozwija szacunku dla prawa. I tak żyją jak dzikie, drapieżne zwierzęta.
— Mój Boże, jakie to straszne!
— Nawet nie domyśla się pani, jak bardzo.
— Ale senior chciał przecież mówić o sobie?
— I mówię. Sam byłem takim zwierzęciem.
— Nie może być.
— A jednak to prawda. Nie oskarżam nikogo, wyznaję tylko, że byłem posłuszny ojcu. Byliśmy biedni, lecz gardziliśmy pracą. Ojciec mój miał słabą naturę i sam nie lubił kraść. Posyłał więc na rabunek mnie, silnego chłopaka. Stałem się garroteurem. Wałęsałem się po ulicach, zachodziłem od tyłu przechodniów, zarzucałem na ich szyje pętlę i zaciskałem. Gdy tracili przytomność, okradałem ze wszystkiego.
— O mój Boże, jakie to okropne! — zawołała Rezedilla.
Była trupio blada. Siedział przed nią mężczyzna, którego mogłaby pokochać, i opowiadał, że jest zbrodniarzem. Jaka okrutna szczerość! Drżała jak w febrze.
— Tak, to okropne — ciągnął dalej z obojętnością człowieka, który przeżył już najgorsze. — Ale to


Strony: