Maskarada w Moguncji

Autor: Karol May

z głowy, że zapomni o jego istnieniu! A teraz chcę wiedzieć, co go skłoniło do tych złośliwych żartów ze mnie.
— Niech się zastanowię… Hm… Nic! Starzec aż otworzył usta ze zdumienia.
— Nic? Absolutnie nic? Chciał więc tylko ze mnie zadrwić?
— Tak.
— A to ci huncwot. Kpiny sobie ze mnie stroił! Ze mnie! Słyszycie wszyscy! Ale mam go w swoich rękach! Wie, co go czeka? Więzienie!
Sępi Dziób roześmiał się.
— Z powodu kozła? Absurd!
— Absurd… absurd powiada pan? Czy nie zna naszych praw?
— Co mi z waszych praw? Jestem wolnym Amerykaninem.
— Nie jesteś wolnym Amerykaninem, ale zatrzymanym łotrem. My kłusownictwo karzemy więzieniem.
Sępi Dziób skrzywił się z niedowierzaniem.
— U nas możemy strzelać, ile się nam podoba.
— U was może tak, ale nie tu.
— Do pioruna, nie pomyślałem o tym! Kozioł wyszedł z lasu, więc strzeliłem, to wszystko. Jeśli zamkniecie mnie w więzieniu i tak ucieknę.
— Tym razem niełatwo będzie uciec. Ale skąd się pan tu w ogóle wziął?
— Zostałem przysłany w sprawach rodziny


Strony: