Maskarada w Moguncji

Autor: Karol May

uśmiechnął się przyjaźnie:
— Za wspaniałego lorda, naczelnego sędziego z Reinswalden, sir. Ale to nie ma nic do rzeczy. Gdy pluję, to pluję, i basta. Chcę widzieć takiego, co mi zabroni. Kto nie chce narażać się na oplucie, ten może zejść mi z drogi.
Don Manuel powiedział pojednawczym tonem:
— Nie bądź pan taki małostkowy! Kapitan von Rodenstein nie chciał pana obrazić. Pragnął tylko wiedzieć coś więcej o pańskiej osobie i jego stosunkach.
— Phi! — Sępi Dziób się żachnął. — Stoi przed moją osobą i wystarczy mu ją tylko obejrzeć. Może dokładnie oglądać nawet mój nos i to bez opłaty. A moje stosunki? Czy wyglądam na takiego, w którym można się zakochać? Nie chcę nic wiedzieć o rodzie kobiecym! Jak w ogóle pierwszy lepszy może mnie pytać o takie rzeczy! Ja nie pytam o jego miłostki!
Hrabia roześmiał się.
— Myli się pan. O pańskich miłosnych stosunkach nie było wcale mowy. Chcieliśmy się tylko dowiedzieć, kim pan jest. Chyba można zrozumieć naszą ciekawość. ,
— Kim jestem? Hm! Że się nazywam Sępi Dziób, to samo przez się zrozumiałe ze względu na


Strony: