Maskarada w Moguncji

Autor: Karol May

Przyglądajcie się mu — kapitan z trudem łapał oddech. — Choćbyście wypatrzyli oczy i tak nie uwierzycie, że to prawda najszczersza. Ludwik go schwytał, ale zdołał nam umknąć, kiedy go sądziłem. Nazywa się Enrique Landola.
— Enrique Landola? — zdziwił się Kurt. — Korsarz? O, nie, to nie on! Znam tamtego.
— Ależ sam się przyznał!
— Że nazywa się Landola? Niemożliwe!
— Zapytaj go więc!
Kurt podszedł do Jankesa:
— Jakże to może być. Czy rzeczywiście podał się pan za Landolę? Czy zna pan tego człowieka?
— Słyszałem o nim.
— Ale skądże panu wpadło do głowy podszywać się pod niego? Amerykanin wzruszył ramionami.
— Żart — odpowiedział krótko.
— Ten żart mógł pana drogo kosztować. Landola nie cieszy się tutaj sympatią.
— Wiem o tym.
— Ależ to on! — upierał się kapitan. — Ten szubrawiec ma jeszcze w worku pięć moich zajęcy, które złowił weterynarz.
— Wyraża się pan zagadkowo — don Manuel pokręcił głową i zwracając się do Sępiego Dzioba zapytał: — Skąd pan właściwie przybywa?


Strony: