Maskarada w Moguncji

Autor: Karol May

przeszkodził mu jakiś jeździec, który w pełnym galopie wjechał przez bramę, ściągając na siebie powszechną uwagę. Był to Sępi Dziób. Zeskoczył z konia i z workiem na plecach wszedł po schodach na górę. Tu zabiegł mu drogę Alimpo.
— Kim pan jest?
— A kim pan? — odciął się Amerykanin.
— Jestem Alimpo, kasztelan tego zamku.
— Chcę mówić z mieszkańcami.
— Powiedz pan przede wszystkim, kim jesteś!
— To zbyteczne. Nie znają mnie przecież. Ale przynoszę ważną wiadomość.
— Właśnie państwo zebrali się w salonie. Ale, drogi przyjacielu, pański ubiór nie pozwala się tam pokazać.
— To nie powinno pana obchodzić! Proszę mnie wpuścić natychmiast!
— Muszę najpierw zapytać, czy mogę pana wpuścić.
— Nonsens. Wejdę od razu i kwita.
Bezceremonialnie odsunąwszy Alimpa, stanął na progu bawialni. Hrabia podszedł do niego:
— Wtargnął pan tutaj. W jakiej sprawie? Do kogo?
— Do was wszystkich.
— Kim pan jest?
— Nazywają mnie Sępim Dziobem.
Usta hrabiego zadrgały od wstrzymywanego śmiechu. Jakże celne


Strony: