Maskarada w Moguncji

Autor: Karol May

przeciwnikiem! Nie chciałbym się bić z panem!
Obaj sekundanci nabili broń. Okryto ją chustką. Pułkownik i Kurt wyciągnęli po pistolecie. Teraz znów nastąpiła chwila, kiedy major powinien był interweniować.
— Moi panowie! — zaczął. — Czuję się w obowiązku…
— Spokojnie, kolego! — przerwał von Winslow. — Nie chcę słyszeć ani słowa!
Przed chwilą widział przecież, jak źle Kurt strzelał. To spotęgowało jego pewność siebie i butę.
— Ale ja proszę, aby pan major powiedział, co ma do powiedzenia — odezwał się Kurt. — Nie należy się zabijać, skoro są inne sposoby rozstrzygnięcia sporu. Oświadczam, że będę zupełnie zadowolony, jeśli pan pułkownik poprosi mnie o wybaczenie.
— O wybaczenie?! — oburzył się pułkownik. — Tylko szaleniec może tak mówić! Nie ustąpię, gdyż dałem słowo honoru, że jeden z nas zostanie na placu. Zaczynajmy!
Zajęli stanowiska. Obaj jednocześnie podnieśli broń. Kurt celował w rękę von Winslowa. Głowę lekko odchylił w kierunku majora, co miało świadczyć, że z uwagą czeka na jego komendę. Musiał wyprzedzić przeciwnika.


Strony: