Maskarada w Moguncji

Autor: Karol May

stangretowi i wbiegł po schodach na górę.
Naprzeciw wyszedł mu niewysoki mężczyzna. Był to odźwierny.
— Witam, panie poruczniku, witam!
— Dzień dobry, Alimpo. Już na nogach, tak wcześnie?
— Kto rano wstaje, temu Pan Bóg daje. Tak mawia moja Elvira. Jakże można spać, kiedy się wie, że pan przyjedzie.
— A więc Ludwik doniósł o tym?
— Tak. Jest obecnie w Reinswalden. Trzyma się gorliwie pana nadleśniczego.
— Gdzie państwo?
— W bawialni.
Zdjąwszy palto i kapelusz, Kurt wszedł do salonu. Zastał tam don Manuela, panią Rosetę Sternau, jej teściową z córką oraz Amy Dryden.
— Przybyłem tylko na kilka, może kilkanaście godzin, aby się pożegnać na dłużej — rzekł Kurt, przywitawszy się ze wszystkimi. — Dziś, najpóźniej jutro, wyjeżdżam.
— Ach, jaka szkoda! — zmartwiła się Roseta. — Czy to podróż służbowa?
— Tak. Niech pani zgadnie, dokąd. To zamorski kraj i pani go dobrze zna.
— Mój Boże, czyżby pan mówił o Meksyku?… Skinął potakująco.
Miał właśnie zamiar wszystko szczegółowo opowiedzieć, gdy


Strony: