Maskarada w Moguncji

Autor: Karol May

milcz pan! Muszę się rozmówić z Landolą. Rozbójniku, szubrawcze, czy znasz niejakiego Corteja?
— Tak.
— Jak go poznałeś?
— Przez tego weterynarza, który jest szwagrem Corteja.
— Nie, na Boga nie! — protestował mały. — Nie znam żadnego Corteja, nigdy jeszcze nie słyszałem tego nazwiska!
— Nie gadać, bo każę wygarbować skórę! — ryknął kapitan.
— Dowiem się, kto jest pana szwagrem. —1 ponownie zwrócił się do Sępiego Dzioba: — Czy prowadziłeś interesy z owym Cortejem?
— Nawet bardzo wiele. Mój statek korsarski był jego własnością.
— Ten łotr ma przynajmniej odwagę mówić prawdę! Czy znasz doktora Sternaua?
— Tak.
— Czy przypadkiem nie chciał cię pewnego razu schwytać?
— Tak.
— Co więc zrobiłeś?
— To, co teraz czynię. Do miłego zobaczenia, panie kapitanie. Miał wciąż swój worek na plecach. Odwrócił się błyskawicznie i skoczył ku wyjściu. Po chwili był już za drzwiami. Przekręcił klucz w zamku i zbiegł po schodach. Na dziedzińcu dopadł konia, odwiązał go, wskoczył na siodło i pogalopował.

Strony: