Maskarada w Moguncji

Autor: Karol May

winy. Zwiążę was razem.
— To mi się podoba — ucieszył się Sępi Dziób. — Postępuje pan sprawiedliwie. Pozwolę więc panu skrępować moje ręce.
— Nie brak panu roztropności. Dajże je pan!
— Ten łotr chce mnie zgubić — wrzeszczał weterynarz. — Jeszcze raz przysięgam na wszystkie świętości, że jestem niewinny!
— To się okaże — powtórzył Ludwik.
— Nie będzie pan chyba ciągnął mnie do Reinswalden w więzach? To byłoby straszne! Mój honor, moje dobre imię…
— …zniweczone, sponiewierane! — skończył za niego Ludwik. — A prawda jest taka, że honor kłusownika nie wart złamanego szeląga. No, mój panie! Czy da mi pan dobrowolnie ręce, czy mam | uciec się do przemocy?
— Ustępuję wobec silniejszego! Oto moje ręce, ale żądam zadośćuczynienia!
— To nie moja rzecz. Spełniłem powinność, resztę zbada pan leśniczy.
Sępi Dziób nachylił się, podniósł worek, zarzucił go sobie na plecy i rzekł:
— Oto moje ręce.
Ludwik związał prawą rękę Sępiego Dzioba z lewą lekarza.
— A więc basta — odsapnął. — Ale kozła


Strony: