Maskarada w Moguncji

Autor: Karol May

/> — Do pioruna! — krzyknął. — Miej się pan na baczności! Uważaj! Uważaj, gdzie plujesz!
— Celowałem bardzo dokładnie — zapewnił ze spokojem dziwak. Mały przyjrzał mu się uważnie.
— Żuje pan tytoń? — zapytał. — Czy nie lepiej palić go lub wąchać?
— Do palenia nie mam smaku, a za bardzo cenię sobie swój nos, by wąchać tabakę.
— Rzeczywiście pana nos jest niezwykły. Ale żucie tytoniu bardzo szkodzi zdrowiu.
— Tak pan uważa? No, pan jako weterynarz musi się na tym znać. A więc dziś zamierza pan zbadać krowę?
— Tak.
— Czyja to własność?
— Pani Unger z folwarku niedaleko zamku.
— Czy ta pani jest wdową?
— Nie. Ale mąż zaginął przed laty. Dopiero niedawno otrzymała wiadomość z Meksyku, że żyje.
— Reinswalden to zamek?
— Tak. Należy do pana kapitana von Rodensteina, nadleśniczego. Dlaczego pan pyta?
— To pana nie powinno obchodzić.
— Być może. Ale pan nie wygląda mi na człowieka, który ma kontakty ze statecznymi ludźmi.
— Nie? A jak wyglądam, hę?
— No, musi pan przyznać, że


Strony: