Maskarada w Moguncji

Autor: Karol May

dlatego aż podskoczył z wrażenia, gdy rozległo się wołanie:
— Good morning, sir!
Odwrócił się szybko, ale ujrzawszy nieznajomego, cofnął się przerażony. A ten spytał łamaną niemczyzną:
— Dokąd prowadzi ta droga, przyjacielu? Zapytany nie mógł wydobyć głosu.
— No, czemu pan nie odpowiada? — zdenerwował się długonosy. Człowieczkowi wróciła przytomność. Z takim drabem — pomyślał — lepiej postępować grzecznie.
— Dzień dobry! — powiedział. — Ta droga prowadzi do Reinswalden.
— Czy zna pan tę miejscowość?
— Tak.
— A może mieszka pan tam?
— Nie.
— Kim pan jest właściwie?
— Weterynarzem.
— Hm! Piękne rzemiosło. Bydło łatwiej leczyć niż ludzką hołotę. A więc wezwano pana do Reinswalden?
— Tak. Do chorej krowy.
— Zastrzel ją pan, pozbędziesz się kłopotu.
— Co też pan mówi? Zastrzelić krowę? Weterynarz skrzywił się niedowierzająco.
— No, no, niech się pan tak nie przechwala!
W tym momencie tuż koło jego twarzy przeleciała gęsta plwocina, ciemna od soku tytoniowego.

Strony: