Maskarada w Moguncji

Autor: Karol May

chciałeś mi to podarować?
— Tak.
— Przechowuj klejnoty starannie, później, być może, przyjmę je od ciebie.
— O, moja droga!
Podbiegł do niej i objął mocno. Usta ich spotkały się w krótkim pocałunku. Różyczka szepnęła:
— Kapitan Rodenstein jest starym niedźwiedziem! Oświadczani uroczyście, że już jesteś tym, który może mi dawać podarunki!
Niewinny kłusownik

Jesień minęła szybko i zawitała zima. Ku zadowoleniu myśliwych spadł świeży śnieg, łatwo zdradzający tropy zwierzyny. Pojedyncze płatki wirowały w powietrzu i osiadały w postaci gwiazdeczek na gałęziach jodeł i sosen, rosnących po obu stronach traktu do Reinswalden.
Dzień świtał zaledwie, ale mimo tak wczesnej pory jakiś człowiek szedł traktem.
Choć był lekko odziany, zdawał się nie dbać o chłód, dający się mocno we znaki. Wyglądał nader osobliwie. Buty, a raczej półbuty dziwnej roboty, cudzoziemskiej; niebieskie, przykrótkie, a za to bardzo szerokie spodnie, tu i ówdzie podziurawione; takiego samego koloru kurtka, za krótka i za wąska, na głowie zaś czapka, która niegdyś


Strony: