Maskarada w Moguncji

Autor: Karol May

— Wydaje się mu, że jest prawą ręką Bismarcka.
— Jeśli nie jest jeszcze, to może zostać — oświadczyła Różyczka. Ledwie wyrzekła te słowa, spostrzegła, że zabrzmiały zbyt śmiało; rumieniec oblał jej twarz.
Matka pogłaskała ją po policzku i rzekła:
— Kurt ma wszelkie warunki do wybicia się, a poza tym wiele szczęścia. Jestem pewna, że będzie o nim głośno. Ale, drogi Kurcie, co zamierzasz począć z tymi klejnotami?
— Zapytał mnie już o to kapitan Rodenstein…
— I coś mu odpowiedział?
— Że chciałbym je podarować naszej „leśnej” Różyczce. Wszyscy się roześmieli, a Różyczka znowu oblała się purpurą. Jej matka zapytała:
— A co na to ten poczciwy, stary wojak?
— Hm, uważał, że nie powinienem sobie obiecywać zbyt wiele, gdyż nie jestem tym, który mógłby obdarowywać Różyczkę.
— Miał chyba na myśli to, że takiego skarbu nie należy ofiarowywać nikomu, lecz dobrze strzec. Wszyscy będziemy nad nim czuwali.
Kiedy Kurt znalazł się w swoim pokoju, cichutko zapukano do drzwi. Różyczka wsunęła głowę.
— Czy naprawdę


Strony: