Maskarada w Moguncji

Autor: Karol May

chłopak nosa mi będzie zadzierał! — mruknął Rodenstein. — Bogactwo wbija w pychę.
— Nie mnie, drogi ojcze chrzestny — zapewnił z uśmiechem Kurt.
— Takiś pewny? A co poczniesz z tymi rzeczami, hę?
— Podaruję wszystkie.
— Oszalałeś?!
— Nie oszalałem, ale mimo to podaruję te klejnoty Różyczce.
— Różyczce? Hm, to niezła myśl. Czemu jednak właśnie jej?
— Ponieważ ona jedna jest tak piękna i dobra, że może je nosić. Oczy mu zabłysły, co nie uszło uwagi starego, choć w sprawach
sercowych był ciemny jak tabaka w rogu. Uśmiechając się, pogroził palcem:
— Ty, zdaje się, jesteś zakochany, chłopcze! Tylko nie wyprawiaj głupstw! Jeśli już koniecznie chcesz się unieszczęśliwić, wyszukaj sobie innego frasunku. Leśna różyczka nie jest dla ciebie. Rośnie za wysoko.
— Mogę się po nią wspiąć…
— No tak — roześmiał się starzec — taki wspaniały porucznik może się wdrapać aż pod samo niebo! Wiem po sobie… kapitan i nadleśniczy, pożal się Boże! A zatem, rób z tym kramem, co chcesz, ale nie obiecuj sobie zbyt wielkich


Strony: