Maskarada w Moguncji

Autor: Karol May

po czym przymknął powieki.
— No, jak doktorze? — zapytał Kurt.
— Ręka jest stracona.
— Sądzę, że warunek spotkania został spełniony.
— Tak. Podporucznik von Ravenow będzie musiał wystąpić ze służby.
— A więc pojedynek skończony. Mogę odejść.
— I ja także — oświadczył von Platen. Następnie szeptem powiedział do Kurta: — Włada pan szablą jak istny diabeł! Wykazał się pan niespotykaną wprost zręcznością. Dużo będą mówić o tym pojedynku! Czy jest pan równie wyćwiczony w strzelaniu z pistoletu?
— Myślę, że tak.
— Nie lękam się więc o pana. A teraz proszę wybaczyć, ale muszę porozmawiać z von Ravenowem.
Kurt podszedł do Różyczki. Dziewczyna serdecznie uścisnęła obie jego dłonie. Tymczasem lekarz zajął się von Ravenowem. Sporo minut upłynęło, nim zdołał zatamować krew i założyć opatrunek. Ranny zgrzytał zębami z wściekłości i bólu. Spoglądał na ręce lekarza i od czasu do czasu rzucał nienawistne spojrzenie w kierunku Kurta.
— Kaleka! — jęczał. — Nieszczęsny kaleka! — Zwrócił się do von Winslowa: — Czy


Strony: