Maskarada w Moguncji

Autor: Karol May

stało! Gdzie jest wujek?
— W swoim pokoju. Miałem mu zameldować pewnego interesanta. Kiedy wszedłem, leżał na krześle i… był nieżywy!
— Przecież dopiero co rozmawialiśmy z nim. Schodzę natychmiast!
Po pewnym czasie von Platen wrócił. Bardzo blady przemierzał pokój wielkimi krokami i mówił:
— Masz rację, drogi Kurcie, wujek był krótkowzroczny. Kiedy jego plany się zawaliły, poczuł się całkowicie zgubiony. A może nie mógł przeboleć straty skarbu? Oby Bóg się zlitował nad jego duszą!
Po kwadransie Kurt był już w drodze powrotnej do domu. Wiózł ze sobą wszystkie klejnoty oraz tajne dokumenty.
Zatrzymał się u matki. Jakże się zdumiała, gdy otworzyła szkatułkę. Łzy trysnęły jej z oczu. Objęła syna i zawołała.
— To ma chyba ogromną wartość, ale wolałabym tysiąckrotnie widzieć tu, zamiast tego skarbu, twego żywego ojca! Rób z klejnotami, co ci się żywnie podoba! Nie mogę na nie patrzeć!
Porosił ją o schowanie papierów, a szkatułkę zaniósł do kapitana. Opowiedział mu, co uznał za właściwe i pokazał zawartość.
— Do pioruna, teraz


Strony: