Maskarada w Moguncji
Autor: Karol May
całości.
— Dziękuję — odpowiedział Unger. Po krótkiej pauzie Wallner dodał:
— Niedawno pewien człowiek, który przedstawił się jako Shaw, złożył u mnie na przechowanie kilka dokumentów. Nie znam ich treści, wiem tylko tyle, że miał się z nimi zapoznać niejaki Helbitow. Ktoś, nie wiem kto, miał je odebrać ode mnie i dać jemu. Zapewniam słowem honoru, że już nigdy nie będę zajmował się podobnym pośrednictwem. Czy chce pan pójść ze mną do pawilonu?
— Chętnie, panie Wallner.
Wszyscy trzej opuścili pokój i udali się do pawilonu. Bankier prowadził. Otworzył drzwi i zaprowadził ich do trzeciego pokoju. Zdjął zegar ze ściany. Otworzył żelazne drzwiczki i rzekł:
— To tu, panie poruczniku — po czym wyszedł z gabinetu.
Kurt sięgnął ręką. Poza szkatułką i oglądanymi wczoraj dokumentami znalazł nową paczkę. Otworzył ją, aby przeczytać. Były to na pewno papiery przyniesione przez Shawa.
— Czy treść ich jest naprawdę ważna? — zapytał von Platen.
— Ponad wszelką wątpliwość! — i dodał szeptem, tak aby Wallner nie słyszał: — Wczoraj wieczorem,
— Dziękuję — odpowiedział Unger. Po krótkiej pauzie Wallner dodał:
— Niedawno pewien człowiek, który przedstawił się jako Shaw, złożył u mnie na przechowanie kilka dokumentów. Nie znam ich treści, wiem tylko tyle, że miał się z nimi zapoznać niejaki Helbitow. Ktoś, nie wiem kto, miał je odebrać ode mnie i dać jemu. Zapewniam słowem honoru, że już nigdy nie będę zajmował się podobnym pośrednictwem. Czy chce pan pójść ze mną do pawilonu?
— Chętnie, panie Wallner.
Wszyscy trzej opuścili pokój i udali się do pawilonu. Bankier prowadził. Otworzył drzwi i zaprowadził ich do trzeciego pokoju. Zdjął zegar ze ściany. Otworzył żelazne drzwiczki i rzekł:
— To tu, panie poruczniku — po czym wyszedł z gabinetu.
Kurt sięgnął ręką. Poza szkatułką i oglądanymi wczoraj dokumentami znalazł nową paczkę. Otworzył ją, aby przeczytać. Były to na pewno papiery przyniesione przez Shawa.
— Czy treść ich jest naprawdę ważna? — zapytał von Platen.
— Ponad wszelką wątpliwość! — i dodał szeptem, tak aby Wallner nie słyszał: — Wczoraj wieczorem,
Strony:
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- 8
- 9
- 10
- 11
- 12
- 13
- 14
- 15
- 16
- 17
- 18
- 19
- 20
- 21
- 22
- 23
- 24
- 25
- 26
- 27
- 28
- 29
- 30
- 31
- 32
- 33
- 34
- 35
- 36
- 37
- 38
- 39
- 40
- 41
- 42
- 43
- 44
- 45
- 46
- 47
- 48
- 49
- 50
- 51
- 52
- 53
- 54
- 55
- 56
- 57
- 58
- 59
- 60
- 61
- 62
- 63
- 64
- 65
- 66
- 67
- 68
- 69
- 70
- 71
- 72
- 73
- 74
- 75
- 76
- 77
- 78
- 79
- 80
- 81
- 82
- 83
- 84
- 85
- 86
- 87
- 88
- 89
- 90
- 91
- 92
- 93
- 94
- 95
- 96
- 97
- 98
- 99
- 100
- 101
- 102
- 103
- 104
- 105
- 106
- 107
- 108
- 109
- 110
- 111
- 112
- 113
- 114
- 115
- 116
- 117
- 118
- 119
- 120
- 121
- 122
- 123
- 124
- 125
- 126
- 127
- 128
- 129
- 130
- 131
- 132
- 133
- 134
- 135
- 136