Maskarada w Moguncji

Autor: Karol May

żeby nie upaść, musiał się chwycić krzesła.
— Jestem zgubiony! — jęknął.
— Jeszcze nie. Każdy błąd można wybaczyć, gdy winny przyzna się do niego i wyrazi skruchę. O ile zwróci mi pan moją własność, nie będę wracał do sprawy. A i w tej drugiej poszukam jakiegoś wyjścia przez wzgląd na mego przyjaciela. Pan von Platen nie mógłby służyć dalej w wojsku, gdyby się wydało, że jest krewnym człowieka winnego zdrady państwa.
— Zdrady państwa? — zdumiał się von Platen.
— Niestety, tak — odpowiedział Kurt. — Porozmawiaj z wujem. Zostawiam was samych.
Przeszedł do sąsiedniego pokoju, usiadł na krześle i czekał. Słyszał ich głosy, to ciche, to głośniejsze. Upłynęło sporo czasu, zanim drzwi się otworzyły i von Platen poprosił go do kantoru. Wallner siedział skulony na krześle i oddychał jak w gorączce. Gdy Kurt wszedł, podniósł się i rzekł bezbarwnym głosem, jak gdyby powtarzał wyuczoną lekcję.
— Panie poruczniku! Już dawno temu otrzymałem przesyłkę! z Meksyku. Mimo starań nie mogłem znaleźć adresata. Okazuje się, że to pan. Oddam ją panu w


Strony: