Maskarada w Moguncji

Autor: Karol May

/> Bankier potrząsnął głową.
— Pomylił się pan w adresie, panie poruczniku. Nie jestem kancelistą ani adwokatem, który…
— Wiem — przerwał chłodno. Kurt. — Czy miał pan wczoraj wieczorem gościa?
— Gościa? Nie, wręcz przeciwnie, sam byłem w podróży.
— W Kolonii niby? To kłamstwo. Wczoraj odwiedził pana niejaki kapitan Shaw.
Bankier zaczerwienił się.
— Panie — wykrztusił — o co panu chodzi?
— Ten Shaw przyniósł panu tajne dokumenty. O nie właśnie proszę.
Von.Platen przysłuchiwał się z rosnącą uwagą. Jaką to grę Kurt prowadzi? Co ma do meksykańskich klejnotów jakiś Shaw i jego dokumenty?!
— Nie rozumiem! — wykrzyknął Wallner. — Nic nie wiem o kapitanie Shaw ani o dokumentach!
— Przypomni pan sobie, przypomni — uśmiechnął się Kurt. — Dopowiem jeszcze panu, że Shaw nie dotrze do Rodrigandy; na skutek mego doniesienia od dawna jest ścigany. Z kolei niejaki Helbitow znajduje się już pod kluczem.
— Powiedziałem, że nie rozumiem pana. Kurt wstał z krzesła.
— Jako przyjaciel pana von Platena przyszedłem tu, aby


Strony: