Maskarada w Moguncji

Autor: Karol May

pokoju.
— Chętnie, o ile mi pan Wallner pozwoli.
— Nie potrzebuje pan mego pozwolenia — i zwracając się do von Platena, dodał: — Zresztą nie pojmuję dlaczego odchodzisz. Pan porucznik chce zapewne prosić mnie o pożyczkę, a tej mu nie odmówię, gdyż jest twoim przyjacielem.
Von Platen zaczerwienił się z gniewu i powiedział ostro. — Unger nie potrzebuje pożyczki. Wydaje mi się jednak, że powinienem się oddalić, a to przez wzgląd na ciebie.
— Co ty wygadujesz?! Teraz już żądam, abyś został. Nie obawiam się twojej obecności. Von Platen spojrzał pytająco na Ungera, ten zaś wzruszył ramionami.
— Wszystko mi jedno, czy zostaniesz czy nie. Przychodzę z drobną prośbą, aczkolwiek nie z prośbą o pożyczkę.
— Proszę, niech pan mówi! — zachęcał bankier, bo ostatnie słowa Kurta uspokoiły go. Drobna prośba nie mogła wszak dotyczyć! milionowej wartości.
— Pozwoli pan, że przedtem usiądę — Kurt znów dał po nosie Wallnerowi, bo ten zapomniał o obowiązującej grzecznościowej formule. — Przychodzę zatem, by prosić pana o wydanie mi pewnych akt, panie Wallner.

Strony: