Maskarada w Moguncji

Autor: Karol May

pewnie:
— Tym razem nie arystokrata. Mieszczanin. Kurt Unger, porucznik. Czy nie znasz przypadkiem tego oficera? — zwrócił się do von Platena.
— Znam, i to bardzo dobrze. Jest moim najbliższym przyjacielem.
— Tak?… A skąd pochodzi?
— Z Reinswalden.
Von Platen spojrzał badawczo na wuja i wydało mu się, że dostrzegł strach w jego oczach. Ale ton, w jakim bankier wypowiedział kolejne słowa, był już całkowicie spokojny:
— Czego on może chcieć ode mnie? Wstajesz? Zostań, proszę. Będzie ci miło przywitać kolegę i przyjaciela. Prosić!
Służący oddalił się, a po chwili zaanonsował porucznika Ungera. Kurt był w uniformie i jak zwykle prezentował się w nim znakomicie. Ukłonił się i zapytał:
— Pan bankier Wallner?
— To ja, panie poruczniku. Co pana do mnie sprowadza? Kurt miał poważną minę. Zasępił się jeszcze bardziej, gdy
spostrzegł przyjaciela.
— I ty tutaj, drogi von Platenie? Dzień dobry.
— Dzień dobry. Przypuszczam, że chcesz na osobności porozmawiać z wujkiem, więc nie będę przeszkadzać. Ale odwiedź mnie potem w moim


Strony: