Maskarada w Moguncji

Autor: Karol May

więc ten się oddalił, wszedł do zajazdu. Mimo późnej godziny przy stołach siedziało jeszcze wielu amatorów piwa. Kazał sobie podać szklankę i wdał się w rozmowę z gospodarzem:
— Czy ma pan dużo gości?
— Nie. Tylko dwie panie.
— I jednego pana? — tu opisał wygląd Landoli.
— Tak, to on. Kwadrans temu był jeszcze, ale nagle zdecydował się wyjechać.
— Koleją?
— Nie. Końmi. Poleciłem mu woźnicę Fellera.
— A dokąd, jeśli to nie tajemnica?
— Do Kreuznach.
Kurt zapłacił, wypił piwo i szybkim krokiem udał się na policję.
— Jestem porucznik Unger z Reinswalden — przedstawił się. — Czy wiadomo panom, że władze Berlina poszukują pewnego jegomościa o nazwisku Shaw, rzekomego kapitana amerykańskiej armii?
— Tak. Wczoraj otrzymaliśmy list gończy.
— Ten człowiek był dzisiaj w Moguncji.
— Nie może być!
Kurt wymienił nazwę zajazdu, opowiedział, co usłyszał od gospodarza i zalecił natychmiastowy pościg. Komendant zapewnił porucznika, że uczyni wszystko, co w jego mocy; nim Kurt opuścił budynek, odpowiednie rozkazy


Strony: