Maskarada w Moguncji

Autor: Karol May

się tylko krwią!
Obaj przeciwnicy zajęli stanowiska. Kurt stał spokojny i opanowany. Von Ravenow zagryzał wargi.
Major podniósł rękę, dając znak do rozpoczęcia pojedynku. Von Ravenow natarł od razu bardzo gwałtownie. Jednakże Kurt z łatwością odparował cios i sam zaatakował błyskawicznie; w dodatku tak silnie, że szabla wyleciała z ręki von Ravenowa. Sekundanci skrzyżowali szpady między przeciwnikami. Lekarz podniósł szablę i zwrócił ją von Ravenowowi, a ten natychmiast podjął walkę. Obie ciężkie klingi iskrzyły się w zderzeniu. Nagle rozległ się ostry dźwięk stali i głośny krzyk. Wydał go von Ravenow. Szabla przeleciała dużym łukiem nad placem i świadkowie z przerażeniem ujrzeli odrąbaną dłoń na rękojeści.
Kurt opuścił szablę.
— Panie doktorze, proszę potwierdzić, że podporucznik von Ravenow jest niezdolny do służby! Taki był warunek pojedynku.
Von Ravenow stał nieruchomo. Z rany krew płynęła strumieniem. Sekundant podszedł, aby go podtrzymać. Nie mówiąc ani słowa pozwolił się ułożyć na trawie i przez dłuższą chwilę patrzył na to, co pozostało z jego dłoni,


Strony: