Maskarada w Moguncji

Autor: Karol May

powiedział do siebie i pędem wrócił do furtki w murze. Rósł tu krzak bzu. Wcisnął się między gałęzie i przylgnął do ziemi. Po chwili nadeszli śledzeni mężczyźni. Zatrzymali się tak blisko, że mógłby ich dotknąć ręką.
— Czy te papiery są naprawdę bezpieczne u pana? — zapytał nieznajomy.
— Całkowicie — odpowiedział bankier. — W pawilonie jest skrytka, której nikt nigdy nie znajdzie; tam je przechowam, dopóki upełnomocniony wysłaniec nie zgłosi się po nie.
— Powiedz mu pan, by spieszył do Berlina! Wiem z dobrego źródła, że przybył tam dziś agent rosyjski; udaje kupca futer o nazwisku, oczywiście fałszywym, Helbitow. Nie wiem, w jakiej gospodzie się zatrzymał, ale wystarczy przejrzeć listę cudzoziemców. Papiery nosi pod podszewką kapelusza. Nie mogłem dłużej zostać w stolicy; wczoraj przekonałem się, że mnie śledzą. Niech pan w razie potrzeby pisze do mnie pod adres hrabiego Rodrigandy w Hiszpanii; zabawię tam dłuższy czas.
— Ale czy Austria dotrzyma słowa?
— Jeśli nastąpi odwet za Sadowe, powstanie nowe Królestwo Westfalskie, a pan będzie jego ministrem finansów.


Strony: