Maskarada w Moguncji

Autor: Karol May

— zawołał Kurt. — Gdybyż to wszystko do mnie należało!
— Takiego bogactwa doprawdy się nie spodziewałem — wyznał von Platen. — Nawet uczciwy człowiek mógł się połakomić na nie i zostać złodziejem. Czy to meksykańska robota?
— No pewnie! Spójrz tylko!
Przypatrzyli się dokładnie kilku klejnotom. Von Platen westchnął ciężko.
— Masz rację, drogi Ungerze. Twoje podejrzenia potwierdziły się. Takiego skarbu mój wujek nie mógł posiąść uczciwą drogą.
— Nie możemy go jeszcze potępiać. Kto wie, w jaki sposób zdobył te skarby? Ale co to?
Szperając w szkatułce, natrafił na jakieś papiery. Były to dwa listy. Otworzył jeden i spojrzał na podpis.
— Benito Juarez! Najwyższy sędzia!
— A więc nie mam już złudzeń — von Platen zwiesił głowę.
— Proszę cię, odczytaj ten list!
— Rozumiesz po hiszpańsku?
— Nie.
— Przetłumaczę ci.
Wziął świecę do ręki i czytał, każde zdanie przekładając na niemiecki:

Pan bankier Wallner,
„Voigt und Wallner”
w Moguncji

Przesyłam panu


Strony: