Maskarada w Moguncji

Autor: Karol May

zamki — zaniepokoił się ślusarz. — Zobaczę, co się da zrobić.
Dłuższą chwilę pracował w milczeniu. Coś zgrzytnęło, zachrobotało…
— Udało się — odsapnął. — Patrzcie, panowie!
Za drzwiczkami była głęboka skrytka, a w niej spora szkatułka. Wyjmując ją Kurt spostrzegł, że leżą za nią jakieś papiery.
— O, jaka ciężka! — zawołał. — I jaki dziwny ma zamek. Ślusarz dobierał kilka kluczy, zanim znalazł odpowiedni. Gdy wreszcie podniósł pokrywę, cofnął się o krok i krzyknął:
— Boże wielki! Takich wspaniałości, takich skarbów nigdym w życiu nie widział!
Na Kurcie i von Platenie zawartość kasety zrobiła również piorunujące wrażenie. W blasku świecy brylanty i inne drogie kamienie jarzyły się wspaniałym ogniem barw. Kurt wyciągał poszczególne klejnoty i kładł na stole. Dziwnie się czuł. Nie mógł opanować dreszczy, które co chwila wstrząsały całym jego ciałem. To właśnie o takiej reakcji na widok królewskiego skarbu mówił Bawole Czoło, zanim przestąpił z Piorunowym Grotem próg skarbca ukrytego w jaskini.
— To ma wartość wielu milionów


Strony: