Maskarada w Moguncji

Autor: Karol May

/> Ślusarz zgodził się na propozycję Kurta. Umówił się z nim w pewnej gospodzie w Moguncji. Nadleśniczemu wydało się rzeczą normalną, że Kurt odprowadza gościa. Obaj oficerowie wyjechali więc razem. Dotarli do Moguncji, kiedy wieczór zaczął zapadać.
Minęli kilka ulic i znaleźli się w zaułku.
— To tu — powiedział von Platen, zatrzymując się przed zamkniętą furtką w murze ogrodu. — Musicie przejść przez mur, jeśli nie chcecie męczyć się otwieraniem furtki.
Rozstali się. Von Platen pojechał do siebie, a Kurt do gospody, gdzie oczekiwał go ślusarz. Wyszli z gospody, kiedy na dworze było już zupełnie ciemno. Nie spotkawszy nikogo, podeszli do ogrodowego muru i łatwo przedostali się na drugą stronę. Ledwo zrobili kilka kroków, usłyszeli szept von Platena.
— Chodźcie — mówił. — Jesteśmy bezpieczni. Nikt z domowników nie zamierza wejść do ogrodu, a mnie nie będą szukać, bo powiedziałem, że idę do miasta.
Zaprowadził ich krętymi dróżkami do pawilonu, otoczonego wysokimi drzewami o gęstych koronach.
Kurt obejrzał budynek, o ile mu na to pozwalały ciemności. Był


Strony: