Maskarada w Moguncji

Autor: Karol May

przyjacielu! Może wszystko skończy się dobrze. A mnie na tym skarbie naprawdę zależy. Miałem możnych protektorów, którzy więcej mi dobra przysporzyli, niż sam mógłbym osiągnąć przy największym majątku. Nie jestem więc spragniony bogactw i użycia ale, rzecz zrozumiała, nie zrezygnuję z należnego mi spadku, jeśli przekonam się, że znajduje się w niewłaściwych rękach.
Pociąg przybył do Moguncji. Przyjaciele pożegnali się na dworcu. Von Platen wsiadł do bryczki i pojechał do wuja. Kurt odszukał Ludwika, który go oczekiwał, siedząc na koniu i trzymając za uzdę kasztana nadleśniczego. Natychmiast ruszyli do Rienswalden.
Kiedy dotarli do zamku, Kurt przywitał się przede wszystkim z matką, a potem pobiegł do kapitana.
Spotkał go na schodach.
— Witam, panie poruczniku! — zawołał stary wojak, obejmując go, cmokając i na przemian odsuwając od siebie, aby mu się uważniej przyjrzeć. — Do stu piorunów! W parę dni zrobiłeś karierę! Porucznik i kogut w kojcu, to jest w sztabie generalnym! Chłopcze, niech cię jeszcze raz ucałuję!
— A więc Ludwik mimo zakazu wygadał się panu!


Strony: