Maskarada w Moguncji

Autor: Karol May

skarb składający się ze starych, cennych meksykańskich klejnotów. Połowę tego skarbu stryj przeznaczył dla mnie. Miano mi przesłać te rzeczy, aby moja matka mogła część ich spieniężyć i pokryć moją naukę, a resztę zachować jako kapitał.
— Do licha… Szczęśliwiec z ciebie!
— Obaj bracia przebywali u pewnego hacjendera, którego córka była narzeczoną mego stryja. Ruszyli na wyprawę wojenną i wszelki słuch po nich zaginął. Po wielu latach stary hacjendero wziął moją część skarbu i zawiózł do stolicy, gdzie przekazał ją Benito Juarezowi.
— Prezydentowi?
— Tak. Wówczas był on jeszcze najwyższym sędzią. Juarez przyrzekł przesłać te rzeczy do Niemiec.
— Skąd wiesz o tym?
— Poznałeś u mnie miss Dryden. Jej ojciec był wtedy posłem angielskim w Meksyku i znał dobrze owego hacjendera. Juarez kazał hacjenderowi załączyć do paczki list. Ponieważ starzec z trudem pisał, wyręczyła go miss Dryden.
— I list został wysłany?
— Tak, wraz z klejnotami. Juarez ubezpieczył nawet przesyłkę. Ale nie dotarła do celu.
— Do pioruna! Dlaczego nie


Strony: