Maskarada w Moguncji

Autor: Karol May

szkatułka po brzegi wypełniona klejnotami.
— Jak dawno to było?
— Prawie trzy lata temu.
— A więc teraz skrytka jest pusta! Wuj przeniósł zapewne swój skarb gdzie indziej — lekkim tonem powiedział Kurt, choć już od pewnego czasu nurtowała go myśl, że te klejnoty mogą mieć związek z meksykańskimi skarbami, którymi go obdarowano, a które w tajemniczy sposób zniknęły.
— O nie! Widocznie nie ma drugiej skrytki, ponieważ musiałem mu uroczyście obiecać, że nikomu nie wyjawię sekretu. Nie sądzę, abym złamał przysięgę, opowiadając ci o tym, bo potrafisz dochować tajemnicy tak samo jak ja.
— A gdybym chciał zostać włamywaczem?
— Nie wierzę.
— Przynajmniej, aby obejrzeć te klejnoty.
— Po co? Do czego ci się to może przydać?
— Zależy od okoliczności… Nie zdajesz sobie nawet sprawy, jaką wagę ma dla mnie ta wiadomość.
— Zdumiewasz mnie! Co cię obchodzi jakiś bankier i jego klejnoty?
— Posłuchaj! Mój ojciec wyjechał swego czasu do Meksyku i spotkał tam brata. Ten zaś w pewnych okolicznościach, o których ci później opowiem, dostał


Strony: